niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10

Hej!Ten rozdział bd  troche krótszy  bo   za  bardzo   nie  mialysmy  czasu  pisac .

-Witaj Hiszpanio!- powiedział nie swoim głosem. Tak jakby próbował kogoś udawać. Kogoś, jak z kreskówek albo coś w tym stylu. Wszyscy cisnęli z niego bekę. Nie ukrywam, że ja też. Hahaha...Weszliśmy do hotelu i porozchodziliśmy sie do swoich pokoi. Miałam pokój z Lo`uis'em. Ubłagał go zanim tu dojechaliśmy. Weszliśmy do pokoju. Porozglądaliśmy sie po czym usiedliśmy na łóżku. Zaczał mnie całować po szyi. Pozwalając mu kontynuować powiedziałam:
-Nie możemy teraz. Misiu masz koncert za godzine... -pocałowałam go w usta i zaczęłam się rozpakowywać.
-Ale..no dobra..- powiedział obrażonym głosem.
Zaśmiałam sie pod nosem. Louis poszedł do łazienki. Położyłam sie na łózku. Było mi nie dobrze. Lou wyszedł z łazienki, a ja jak popażona do niej wbiegłam. Zwymiotowałam, Lou widzac mnie w jakim stanie byłam po wyjściu z łazienki zapytał:
-Wezwać lekarza lub kogoś?
-Nie.- odpowiedziałam kładząc sie pod kołdrę.
Lou doktnął mojego czoła i powiedział:
-Zmierz tepmeraturę masz chyba gorączke...- podał mi termomert.
Zmierzyłam :
-Rzeczywiście... 40C. Masz jakieś tabletki?
-Powinienem mieć.- po całkiem krótkim poszukiwaniu wyciagnął z torby tabletkę i butelkę wody. Wziełam tabletkę.
-Ja idę spać, miłego koncertu.- przybliżył się do mnie i chciał pocałować mnie w usta, ale ja odskoczyłam gwałtownie uniemożliwiając mu to.
-Co się stało?- zapytał zdezorientowany sytuacją.
- Nic, tylko chodzi o to, że jak na przykład jestem chora na coś to nie chcę ryzykować, że cię zarażę.- powiedziałam ze smutną miną. Szybko mnie cmoknął w usta.- Louis!
-No co?! Wolę leżeć z tobą w łóżku chory, niż nie dostać buziaka przed koncertem.- powiedział śmiejąc się. Wzięłam poduszkę i walnęłam go dwa razy w ramię. Dalej się śmiejąc wyrwał mi poduszkę- odpoczywaj kochanie.- powiedział troskliwie i wyszedł. Nie pamiętam, kiedy zasnęłam.
*Rano*
Obudziłam sie o 8:30. Otworzyłam oczy. Przy łózku stał wózek z jedzeniem i karteczką:


Usiadłam i zaczełam jeść. Pyszne było! Wstałam odworząc wózek pod drzwi. Poszłam do łazienki się odświeżyc, a przy okazji przebrać. Kiedy wyszłam z łazienki Lou siedział na łóżku robiąc coś na telefonie.
-Hej słonko jak sie spało?- zapytał przyciągając mnie na swoje kolana.
-A dobrze... O której skończyliście koncert?
-Ok. północy... Dobrze się już czujesz?
-Tak. - bawiłam sie naszymi palcami. 
-Dziś jedziemy do Londynu? 
-Tak w Barcelonie niestety tylko jeden koncert. A po koncercie w Londynie mamy przerwę przez miesiąc.
-Ooo... może pojedziemy gdzieś na urlop na 2 tygodnie?
-Możemy, ale gdzie chcesz jechać?
-Może... do Rio De Janeiro? Zawsze marzyłam, żeby tam pojechać- mówiłam wtulając sie w jego tors.
-Dobra- pocałował mnie.- Ale teraz musimy sie zbierać, bo o 11:00 mamy wyjazd.
Wstałam spakowałam się i wyszliśmy z pokoju. Wsiedliśmy do busa zasiadłam za kierownicą i odjechaliśmy. Podróż była męcząca. W Belgii Lou usiadł koło mnie. Chciałam go pocałować, lecz straciłam panowanie nad kierownicą. Zaczeliśmy ślizgać sie na jezdni. Na szczęście nic sie nie stało, ponieważ Lou przejął kierownicę i zjechalismy na pierwsze lepsze pobocze. Wyszliśmy z autokaru. Zatrzymał nas wkurwiony Paul.
- Co wy sobie myślicie, że o każdej porze dnia i nocy mozecie sie całować i nie wiadaomo co robić?! Mogliśmy zginąć!!
-Przepraszamy, ale nic sie nie stało...- powiedział Louis.
-Co mi da to wasze PRZEPRASZAM ?! CO MI KURWA DA ?! Nie, ja już tego nie wytrzymam zdecydujcie albo sie rozstajecie, albo Emma odchodzi... Sami się tego doigraliscie...
-Ale... Nie możesz nam tego zabronić!- próbował uratować sytuację Lou, lecz na marne.
-Mogę... macie czas do poranka.- powiedział wychodząc, żeby zawołać całą ekipę do ponownej jazdy. Zmierzałam w kierunku siedzenia kierowcy, lecz zatrzymała mnie Paul :
-Nie prowadzisz, ja jade do samego Londynu.
Nie odpowiedziałam poszłam w strone Lou. Pociagnął mnie za ręke w strone przegrody sypialnej, usiadł na swoim łóżku:
-Co my teraz zrobimy ? - zapytał patrząc na mnie zmęczonymi oczami.
-Nie wiem zobaczymy jeszcze jutro. Na razie idź spać. - położył się, a ja poszłam do Paul'a.
-Paul podjęliśmy decyzję... odchodzę, w Londynie pojade do domu.
-Dobrze. -odpowiedział ignorujac mnie.
-Za ile bedziemy na miejscu ?
-Za jakieś 30 minut powinismy być.
Poszłam do przegrody sypialnej gdzie spał Louis. Spojrzałam na niego automatycznie poleciały mi łzy. Pogłaskałam go po twarzy i powiedziałam cicho:
-Będzie dobrze tylko musisz o mnie zapommniec.
Odeszłam. On spał. Byliśmy na miejscu. Wyszłam z autokaru i wziełam swoje walizki i porzegnałam sie z każdym, Louis'a nie było. Wsiadałam już do taksówki kiedy zaczął biec w moim kierunku. Odjechałam nie czekając, aż przybiegnie. Obejrzałam się za siebie siedząc w taksówce. Widziałam jak jeszcze przez chwile za mna biegł. Popłakałam się. Dojechałam pod kamieniczkę, w której mieszkałam. Zabrałam swoje bagaże i poszłam do domu. Weszłam do mieszkania. Zamknęłam drzwi, a klucze i walizkę rzuciłam gdzieś w kąt. Położyłam sie w łóżku i zaczęłam płakać. Leżałam tak chyba przez godzine, lecz potem zasnęłam z przemęczenia. 
*Rano*
Wstałam spojrzałam na ekran telefonu zobaczyłam "15 nieodebranych połączeń Barbara, 89 nieodebranych połączeń Louis". Wyłączyłam telefon. Poszłam coś zjeść. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Usiadłam na łóżko załączając laptopa. Weszłam na pierwszy lepszy serwis internetowy. Wszędzie widniały tylko inforamcje "SENSACJA: LOUIS'A Z 1D ZOSTAWIŁA DZIEWCZYNA" itp. Nie mogłam na to patrzeć wyłączyłam go i załączyłam telewizor na jakiś bzdetach. Odstawiłam miskę z płatkami na półkę i podeszłam do walizki. Zaczęłam sie rozpakowywać. Na wierzchu leżała moja ulubiona koszulka Lou... Założyłam ją i rozpakowywałam sie dalej. Wrzuciłam pustą już walizkę do szafy. Oglądałam telewizor. Kiedy nagle usłyszałam dźwięk otwieracjaćych sie drzwi. Spojrzałam, była to Barbara. Rzuciła wszystko i powiesiła mi sie na szyi.
-Dziewczyno coś ty narobiła?!
-Musiałam wybrać zrobiłam to dla jego dobra!
-SŁUCHAM?! Ciekawe dla czyjego dobra. Bo na pewno nie dla waszego.
Zaczęłam płakać. Barbara przytulała mnie czule do siebie i pozwoliła wylewać mi kolejne słone łzy w jej koszulkę. 
-Dobra nie możesz tak całymi dniami ryczeć.- położyła dłonie na moich ramionach.
-To co mam robić?! Przecież nie wróce o tak sobie!  
- Wrócisz! Ale w trochę inny sposób- uśmiechnęła się do mnie. 
-Co masz na myśłi? 
-Chłopakom jutro zaczyna sie wolne, prawda?
-No tak... 
-Niall ma tu przyjechać. Postaram sie,  żeby Lou też przyjechał. 
-Nie  możesz... -kiwałam przecząco głową. 
-Mogę, mogę i tak zrobię, a teraz idź sie ogarnij, czy coś, bo wyglądasz masakrycznie- zachihotała.
-No dobra. -wziełam ciuchy i poszłam do łazienki. 
*Oczami  Barbary*
Jeju, ale ta dziewczyna namotała.- pomyślałam od razu gdy weszła do łazienki. Usiadłam na sofie i  załączyłam laptopa by pogadać z Niall'em przez skype.
-Hej księżniczko!- powiedział radosny Niall.
-Hej. Co tam u was? 
-A całkiem okej. Jutro przyjadę!- krzyknął z uśmiechem. 
-Mam prośbę. Mógłbyś przyjechać z Lou?
-Nie wiem. Czy się zgodzi, bo ostatnio w ogóle się do nikogo nie odzywa, ale postaram sie z nim pogadać. 
-Dziekuje .Kocham Cie ! 
-Ja Cie też. Dobra muszę kończyć, ide z nim pogadać. Pa, do jutra. 
-Pa.-  rozłączyłam się i poszłam w strone łazienki. Zapukałam, zapukałam drugi raz i trzeci, lecz Emma nie odpowiadała. Zdecydowałam sie wejść. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam nie przytomną Emmę, leżącą na podłodze, a obok niej jakieś puste pudełeczko po tabletkach. Zaczęłam ją szturchać, żeby się obudziła, ale to na nic. Szybko wybiegłam z łazienki po telefon. Zadzwoniłam na pogotowie. Szybko się zjawili. Wzięli Emmę na noszach. Ja w tym czasie wzięlam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam do szpitala. W czasie jazdy w karetce zdążyłam napisać sms'a do Louis'a.:

Po kilku godzinach badań wyszedł lekarz i powiedział:
-Pani przyjaciółka jest w ciężkim stanie, zjadła bardzo mocne tabletki. Niestety...- zatrzymał się na chwile.
-No niech pan mówi!- powiedziałam zniecirpliwiona.
-Jest w śpiączce. Kiedy się wybudzi może nie pamiętać, nie których momentów ze swojego życia.-
Nie odpowiedziałam usiadłam na krześle bo, aż zrobiło mi sie słabo. Nagle pomiędzy mnie i lekarza wbiegł prestraszony Louis. 
-Co sie stało?!- krzyknął Lou.
-Spokojnie.- powiedział lekarz.- Kim pan jest dla pacjentki?
-Chłopakiem.
-Dobrze. A więc tak pańska dziewczyna jest w śpiącze i niestety, kiedy sie wybudzi może nie pamiętać momentów ze swojego życia.
-Ale... -nie dokończył Lou. 
-Możemy się z nią zobaczyć? - zapytałam. 
-Tak- odpowiedział lekarz. 
Weszliśmy do sali. Louis podbiegł do jej łóżka. Chwycił ją za rękę i zaczął płakać. To było okropne. Usiadłam obok niego. Przytulił się do mnie. Nie wiedziałam co zrobić. Było to dość krępujące, lecz odwzajemniłam uścisk.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz